10 powodów, żeby zagrać w Dying Light

Oto dlaczego warto zagrać w Dying Light – jedną z dwóch najbardziej oczekiwanych polskich produkcji tego roku.

Podobno ludzie nie czytają już recenzji, tylko przeskakują od razu do podsumowania i oceny. Dlatego napisałem samo podsumowanie (sprytnie, co?) i stąd poniżej znajdziesz 10 powodów, dla których moim zdaniem każdy powinien dać szansę Dying Light. Wrocławskie studio Techland naprawdę dało radę.

10. Dying Light jest jak przeprosiny za Dead Island

Podpadłeś kiedyś swojej dziewczynie i potem robiłeś wszystko, żeby ci wybaczyła? Pisałeś, dzwoniłeś, wystawałeś pod oknem, a w końcu przyszedłeś z wielkim bukietem kwiatów, na który ledwo cię było stać? Wiem, że tak. Techland zachowuje się podobnie, bo po tym jak zdradził moje zaufanie z powodu Dead Island przychodzi do mnie z Dying Light, który jest jak wiązanka najpiękniejszych czerwonych róż. I jak mu nie wybaczyć?

9. Widoki

W Far Cry 4 zachwycałem się Himalajami, w nowym Assassin’s Creed pięknie prezentuje się dawny Paryż, ale wszystko to kryje się w porównaniu ze… slumsami z Dying Light. Jeśli ktoś ma wątpliwości niech rzuci okiem na Harran ze szczytu wieżowca – poziom szczegółowości przyprawia o zawrót głowy. Nie tylko z powodu wysokości.

8. Nieprzewidywalne żywe trupy

Zombie są straszne. W końcu to pozbawione życia truchło człowieka, które kierowane morderczym instynktem poluje na innych ludzi. Zombie z Dying Light są jednak jeszcze gorsze, bo nigdy nie wiesz czego się po nich spodziewać. Wyciągną po mnie łapska jak będę przebiegał przez ulicę czy zupełnie zignorują? A może znajdzie się wśród nich jedno zwinne bydle, które ruszy za mną w pościg? Nigdy nie mogę być pewien. I to jest najlepsze.

7. Modyfikacja broni

broń

Dobrą receptą na strach przed zombie jest solidny kij bejsbolowy. Jeszcze lepszy będzie solidny kij besjbolowy z ponabijanymi gwoździami. A najlepiej sprawdzi się w tej roli solidny kij bejsbolowy z ponabijanymi gwoździami podłączynymi do prądu, który porazi zaatakowanych wrogów. Genialne! Dlaczego jeszcze nikt na to nie wpadł?! Jest tylko jedna rzecz, która może to przebić…

6. Możesz wykopać zombie w komos

W porządku, może trochę przesadziłem, ale kopniak z wyskoku i tak jest najlepszym ciosem w grze. Nigdy się nie nudzi. Nigdy.

5. Dowiesz się, że czym jest deficyt zaufania

Zawsze powtarzam, że człowiek człowiekowi wilkiem (a zombie zombie zombie), ale dawno nie widziałem tak umiejętnie pokazanej tej zasady w grze. W Harran poznasz wiele osób, przeżyły zarazę, ale ilu z nich możesz zaufać? Czy facet, który przed chwilą uratował cię przed hordą umarlaków jest twoim sprzymierzeńcem? A może zrobił to tylko po to, żeby cię zabić i zgarnąć twoje zapasy? Ta ciągła niepewność sprawia, że w pewnym sensie lepiej czujesz się wśród zombie, niż wśród ludzi. Przynajmniej motywacje żywych trupów są jasne.

4. Dzień i noc różnią się jak… dzień i noc

noc

Cykl dobowy w grach to nic nowego, ale Boziu, nigdy nie jeszcze różnica między dniem a nocą nie była jeszcze aż tak odczuwalna. Póki słońce stoi wysoko na niebie jesteś królem Harranu – biegasz po ulicach, skaczesz po dachach i bezlitośnie okładasz pałą (czy co tam masz pod ręką) otępiałe zombie. Jednak niech tylko się ściemni, a od razu poczujesz, że w tym chorym świecie jesteś na najniższym poziomie łańcucha pokarmowego. Przeciwnicy stają tak czujni i agresywni, że pozostaje tylko uciekać. W dzień survival, w nocy skradanka – tak to działa.

3. Możesz zjeść znajomych w multi

dyinglightbtz

Czteroosobowy tryb kooperacji daje możliwość spróbowania wspólnej walki o przesłanie. Jeśli jednak oglądałeś jakikowiek film o zombie, to wiesz, że członkowie każdej drużyny prędzej czy później giną w przerażających okolicznościach, więc nie przywiązuj się za bardzo do swoich towarzyszy. Możesz też wcielić się żywego trupa i stanąć naprzeciwko swoich znajomych i dopilnować, żeby żaden brzasku. Ten tryb zniszczy niejedną przyjaźń.

2. Nauczysz się myśleć jak parkourowiec

Grałeś w Mirror’s Edge i jesteś oblatany w Assassin’s Creed, więc uważasz, że o parkourze w grach wiesz wszystko? W Dying Light nie ma wytyczonych ścieżek ani jednego przycisku, który załatwia sprawę wspinaczki. Sam musisz ocenić, która droga jest możliwa do pokonania, a potem idealnie w czasie wykonać każdy skok i przewrót. Dopóki się tego nie nauczysz będziesz spadał. Z obleśnym mlaśnięciem. Często.

1. Najlepsza walka wręcz

Najlepsze oczywiście zostawiłem na koniec. W Dying Light co można natknąć się na broń palną, ale kto by chciał jej używać?  Nigdy, ale to nigdy w grach nie widziałem jeszcze tak satysfakcjonującej walki wręcz. Czuć siłę każdego ciosu i widać efekt każdego uderzenia. O latających kończynach, dekapitacjach, miażdżonych kościach, rozlatujących się truchłach i o efekcie slow motion, żeby żadnego tych momentów nie przegapić nawet nie wspominam. Tak wiem, jednak wspomniałem. Przepraszam, nie mogłem się powstrzymać.

 

A tobie jak się podoba Dying Light? Dałeś już szansę ekipie z Techlandu, dopiero rozważasz zakup czy może odpuszczasz zupełnie?