5 najbardziej naciąganych zarzutów wobec ekranizacji Hobbita

Skok na kasę? Deptanie klasyka? Oto pięć najbardziej niedorzecznych argumentów, które możecie usłyszeć od krytyków Hobbita.

“Hobbit: Bitwa Pięciu Armii” jest wyświetlana w kinach już od tygodnia, więc na całego rozgorzał znowu spór o wierność ekranizacji książkowemu odpowiednikowi. Trylogia Hobbita nie jest może wiekopomnym dziełem, a Jacksona w wielu miejscach poniosło, nie zmienia to jednak faktu, że zarówno filmy jak i reżyser są tratkowani zbyt surowo. Zobaczcie zresztą sami.

5. Filmy są za długie

Za długie? Okej, ale w odniesieniu do czego? W podstawowych wersjach “Drużyna Pierścienia” trwała 178 minut, “Dwie Wieże” 179 minut, a “Powrót Króla” aż 201 minut. W porównaniu z nimi najdłuższa z trylogii Hobbita “Niezwykła podróż” to bieda, bo wymaga od nas spędzenia w kinowym fotelu raptem 161 minut.

Zostawiając na boku liczby długość filmu to nie czyjeś widzimisię, ale konsekwnecja wizji reżysera. Jeśli Jackson uznał, że potrzebuje blisko 8 godzin, żeby opowiedzieć o podróży Bilba i reszty ferajny to tak widocznie było. Nawet jeśli uznamy, że jego dzieła są skokiem na kasę to tworzenie rozbudowanych dzieł i tak nie ma sensu. Wręcz przeciwnie, w końcu im dłuższy film, tym potrzebne są większe nakłady finansowe na jego produkcję.

4. Fabuła to bajeczka dla dzieci

“Jackson zrobił głupią bajeczkę, do Powrotu Króla się to nie umywa.” To często przytaczany argument, chociaż chyba tylko przez tych, którzy nie przeczytali lub nie pamiętają już książkowego Hobbita. W końcu była to właśnie baśń pisana z myślą o dzieciach autora. Stąd tak wiele w niej uproszczeń, naiwnych sytuacji i zabawnych momentów (rajd na kozie!). Porównywanie Hobbita do Władcy Pierścieni to jak zestawienie ze sobą Teletubisiów i Bękartów Wojny. Niby i tu, i tu mamy paczkę przyjaciół, którzy lubią się razem bawić, ale… sami na pewno jesteście w stanie wskazać przynajmniej kilka różnic.

Zasadniczo reżyser dokonał w filmie kilku zabiegów, żeby wręcz ująć oryginałowi baśniowego charakteru i nadać mu więcej powagi. Za przykład weźmy Thorina, który w powieści nie był wcale źle nastawiony do elfów. Tymczasem film pokazał go jako ich wroga ze względu na zdradę jakiej dopuściły się wobec jego rodu spiczastousi. Nadaje to dramaturgii postaci władcy krasnoludów, a opowiadanej historii wątek, którego z pewnością nie można nazwać dziecinnym. I to nas prowadzi do kolejnego wydumanego zarzutu…

3. Wiele scen jest dodanych/wyciętych/zmienionych

Tolkien zdecydował się napisać Hobbita w formie gawędy. Jak w to w takim przypadku bywa wiele wątków jest ledwie zarysowanych, a inne wręcz zbyte zdawkowym “ale to już należy do innej historii”. Wszystko jest tutaj podporządkowane głównej historii, której zresztą też nie jest opowiedziana od A do Z, poznajemy jedynie jej najciekawsze fragmenty. Zwróćcie uwagę, że w całej powieści jest zaledwie kilka scen opisanych w całości – zebranie się drużyny w Bag End, pierwsze spotkanie z Beornem, zabawa w zagadki z Gollumem oraz rozmowy Bilba ze Smaugiem. Wszystkie pozostałe sceny trzeba było pisać w zasadzie od nowa na potrzeby ekranizacji.

Jakby tego było mało nie wszystko co akceptujemy w powieści przejdzie równie gładko na dużym ekranie. Jeśli Bilbo przez dwa tygodnie błąkałby się po siedzibie elfów w poszukiwaniu krasnoludów (a tak to jest opisane) to kto chciałby to oglądać? Innym przykładem niech będzie tytułowa Bitwa Pięciu Armii – co prawda można narzekać, że jest długa, ale w książkowym pierwowzorze jest o niej zaledwie jedno napomknięcie, kiedy Bilbo dowiaduje się o jej przebiegu. Szczegółową analizę tego problemu możecie przeczytać w serwisie Na ekranie.

2. Wątek miłosny nie miał prawa się pojawić

Źródło: http://loft-lafeyson.deviantart.com/art/The-Hobbit-Kili-and-Tauriel-421407643

Źródło: http://loft-lafeyson.deviantart.com/art/The-Hobbit-Kili-and-Tauriel-421407643

Film potrzebował wątku miłosnego jak Gollum wizyty na siłowni. Bez tego przeciętny, nieortodoksyjny widz wyszedłby z kina niezadowolony. W Hobbicie nie mamy takiej plejady bohaterów jak we Władcy Pierścieni, więc logiczną konsekwencją wydawał się wniosek, że strzała amora musi trafić jednego z krasnoludów, bo przecież nie Bilba czy Gandalfa. Wybór padł na Filiego, który jako młody przedstawiciel rasy nie posiada jeszcze jej charakterystycznych cech: krępej budowy, gęstej brody i kartoflanego nosa. Do niego, jak i jego brata Kiliego, żeńska część widowni może śmiało wzdychać, tak jak męska do Tauriel.

Sam mocno zdziwiłem się na romans elfki z krasnoludem, ale kiedy zobaczyłem jak pozytywnie na wspólne sceny Filiego i Tauriel reagują inni widzowie na sali zacząłem doceniać kunszt scenarzysty. Po prostu kino rządzi się swoimi prawami i nawet w przypadku ekranizacji trzeba się im podprządkować. Koniec. Kropka.

1.To jeden wielki skok na kasę

3512778-0093255324-the-h

“Jak można było z krótkiej książeczki zrobić trylogię tak jak z obszernego Władcy Pierścieni?” Ten argument to mój zdecydowany faworyt ze względu na to jak bardzo oderwany jest od rzeczywistości. Oczywiście, Hobbit to skok na kasę, w końcu to przedsięwzięcie komercyjne i jako takie ma przede wszystkim przynosić zyski. Wielkie studia produkcyjne wyłożyły ponad pół miliarda dolarów nie po to, żeby uczcić pamięć o jednym z największych pisarzy fantasy wszech czasów, ale z myślą o tym, że zarobią. Jeśli ktoś tego nie rozumie przespał chyba te lekcje przedsiębiorczości czy historii, kiedy mówiło się o kapitalizmie i wolnym rynku.

Zgadzam się, że Jackson mógł zmieścić Hobbita w dwóch filmach (jak wcześniej zakładał), ba, na pewno dałby radę zamknąć całą historię w jednym. Rzecz w tym, że wtedy nie zrealizowałby całej swojej wizji, ale przede wszystkim by tyle nie zarobił. I ja go rozumiem. Uznałbym za wariata kogoś, kto powiedziałby swojemu szefowi: “Słuchaj, nie mam tyle pracy, żeby siedzieć tutaj na cały etat. Uważam, że powinieneś mi go obciąć o połowę.” Dlaczego Jackson miałby zrobić coś podobnego?

 

Co sądzicie o tych zarzutach? Zgadzacie się z nimi czy bierzecie moją stronę?